Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami Oddział w Szczecinie
Przekaż 1% podatku, kliknij tutaj

Aktualności

« Powrót do spisu newsów

Co słychać u Misty? 16.09.2010r.

Dodany przez redakcję dnia 16.09.2010 o godzinie 21:38
 

CO SŁYCHAĆ U MISTY?

 

Historia naszej podopiecznej - suczki Misty wzruszyła wielu. Jej aukcja charytatywna na Allegro cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Śpiąca na stojąco Misty, z ogromnymi ranami na ciele po pękających ropniach, wychudzona i obolała, coraz szybciej zamienia się w radosnego, zdrowego psa, cieszącego się życiem i zaszczepiającego swoją radość innym. Nie byłoby tej cudownej przemiany gdyby nie ludzie, którzy wyciągnęli do niej pomocną dłoń. Ci, którzy są blisko pomagają bezpośrednio, Ci którzy znają ją tylko ze zdjęć wsparli finansowo jej leczenie i rehabilitację. Rośnie też nadzieja na znalezienie Misty prawdziwego docelowego domu. Cuda naprawdę się zdarzają....

 

            Jeszcze w lipcu jej „domem" była suszarka z zarzuconym kocem. Tak niedawno obolała i gasnąca, stała zobojętniała na wszystko. Pękające ropnie nie pozwalały się położyć. Silny stan zapalny organizmu nie pozwalał jeść. Nie było zresztą za bardzo, w czym wybierać. Obojętny na ból psa właściciel wolał nawet na nią nie patrzeć. I tak gasła w przerażającym bólu i ciszy....

            Zdążyliśmy także i tym razem z pomocą. Jak zawsze, zawiadomieni przez wrażliwych ludzi dotarliśmy do Misty by po raz kolejny zobaczyć obojętność w oczach właściciela cierpiącego psa. Jak to dobrze, że ludzie mają różną wrażliwość na cudze cierpienie, że obok tych obojętnych żyją ci wrażliwi. Misty tam na nas czekała. Bezgłośnie, bezradnie, bez nadziei na odmianę losu. Właściciel nie utrudniał nam działania i jej zabranie było możliwe bardzo szybko. Zaraz potem wokół Misty było już bardzo wielu ludzi i tylko sami wrażliwi na jej cierpienie.

            Kilka godzin trwało oczyszczanie jej ran przez lekarzy weterynarii. Rana po ranie na całym ciele, których liczbę trudno było zliczyć. Potem zabiegi pielęgnacyjne by utrzymać stan skóry w należytej czystości i nie drażnić sierścią poranionej skóry. Aplikacja leków, zmiana karmy. Wreszcie dom tymczasowy. Tam już mogła spokojnie zasnąć. Ból ustępował i ten z ciała i ten z serca.

 

           Jak jest dzisiaj? Reakcja na leki jest właściwa. Postępy w leczeniu widać zarówno na skórze jak i w zachowaniu psa. Im więcej sierści tym więcej radości. I choć wpływ jednego na drugie jest raczej żaden to i porost włosa i błysk w oczach są ewidentnie związane ze zmianą jej sytuacji. Boczki się zaokrągliły, mięśnie odzyskały dawną sprawność. I choć do końca leczenia jeszcze daleko z pewnością zanim nadejdą śniegi i mrozy Misty będzie miała swój naturalny kożuszek.

            Jak to się wszystko udało? Troska opiekunki tymczasowej Misty, którą jest Kasia to najsilniejszy jej bodziec do przemiany. Do tego właściwe leki i żywienie. Wiele spacerów, wręcz szaleństw. Niekończące się zabawy. Jej beztroska jest naprawdę urocza. Jakby nigdy nic jej nie dolegało. Wie, że znajduje się w odpowiedzialnych rękach, które nie pozwolą jej skrzywdzić.

            Wszystko stało się możliwe dzięki wrażliwym ludziom, którzy nie tylko wzruszyli się historią Misty. Na aukcji charytatywnej Misty na Allegro, sprzedała się rekordowa w naszej historii liczba cegiełek (blisko 500 sztuk). Każdego dnia płynął do nas strumień pieniędzy adresowany na Misty. Poza cegiełkami wpływały darowizny, z pozdrowieniami i życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. Na subkonto Misty wpłynęło blisko 4 tysiące złotych. Jak 4 tysiące gorących życzeń zdrowia i szczęścia na dalsze życie. Telefony do Kasi urywały się. Każdy chciał zapytać o zdrowie Misty. Na właścicielu dzwoniący nie pozostawiali suchej nitki. Szkoda, że tego nie słyszał. Nasza skrzynka mailowa pęczniała od zapytań i życzeń. Wszystkich, którzy do nas napisali prosimy o jeszcze chwilę cierpliwości. Odpowiemy na każdy list. Dziękujemy za zainteresowanie naszą Misty i wyrazy szczerego współczucia, często wstydu za to, że to człowiek przyczynił się do tego cierpienia. I choć nie bił, nie kopał, tylko patrzył, to bezradne spojrzenie a potem nawet ucieczka przed widokiem bólu i choroby Misty, okazały się największą tragedią.

            Za kilka miesięcy w Misty nikt nie dostrzeże psa „interwencyjnego". Nikt nie pomyśli patrząc na nią ile przeżyła ile się wycierpiała. I chyba o to w tym wszystkim chodzi, byśmy byli w stanie przykryć to cierpienie dobrymi uczynkami. Bo przecież większość ludzi jest dobra i tak powinny o nas myśleć zwierzęta.

Dziękujemy wszystkim, którzy nam pomogli naprawić błędy właściciela Misty i odmienić jej świat.

« Powrót do spisu newsów
Strona używa informacji zapisanych za pomocą cookies.

Chcielibyśmy zapisać na Twoim komputerze anonimowy plik cookie, który pozwoli nam zliczać Twoje odwiedziny na stronie.
Czy wyrażasz na to zgodę?

Więcej o plikach cookie